MCU: Agenci TARCZY

MCU: Agenci TARCZY

Uwaga Spoilery możliwe, a wręcz pewne.

„Marvel Cinematic Universe” narodziło się dla widzów w 2008 wraz z premierą filmu Iron Man, choć głównego bohatera mogliśmy poznać (granego przez Roberta Downey’a Junior’a. ) już w filmie „Niesamowity Hulk”, ale tamten obraz  nie zdobył  jednak zbyt wielkiej popularności. W „Iron Manie” pojawił się, choć tylko na chwilę Dyrektor S.H.I.E.L.D  (dalej nazywanej po prostu Tarczą) Nick Fury (Samuel L. Jackson) i Agent Tarczy Phil Coulson (Gregg Clark). To na tym drugim bohaterze się skupimy w niniejszym tekście.  Pojawiał się on potem kolejno w „Iron  Man 2” „Thor” i wreszcie w „Avengers”, gdzie bohatersko zginął  zabity przez Lokiego… Ale przecież nie pisałbym całego tekstu o martwym trzecioplanowym bohaterze (no, chyba, że to Gerion Lanister, ale on przecież żyje. Każdytowie). Jakiś czas później, mimo że oficjalnie martwy, Agent Coulson powraca i otrzymuje od swoich przełożonych własny zespół.

Zająłem się najpierw „Agentami Tarczy”, a nie znacznie wcześniejszym  Ironmanem głównie ze względu na to, że ma miejsce emisja nowego już piątego sezonu Agentów, jak również dlatego, że jest to zdecydowanie najdłuższa (choć nie najbardziej rozbudowana, ze względu na istnienie „Defenders”) telewizyjna produkcja Marvela.  Serial opowiada o pracy oddziału agentów Tarczy dowodzonego przez wspomnianego Phila Coulsona, którzy muszą sobie radzić w nowym, odmienionym przez atak obcych świecie. Drugim wątkiem jest tajemnica powrotu Agenta Coulsona, a trzecim historia Skye Jochnson (Chloe Bennet) genialnej  hakerki należącej do  antestabliszmentowej  organizacji Fala Przypływu.

Szczerze mówiąc, na początku serial ten mnie nie kupił. Zapowiadał się jako dosyć typowy procedural, tyle  że w świecie Marvela. Choć pewne wątki były kontynuowane,  a złoczyńcy stale powracali by czynić swą powinność, to każdy odcinek opowiadał osobną zamkniętą historię. W gruncie rzeczy były to takie  trochę „Zabójcze Umysły” tylko, bardziej efekciarskie. Dobrze jednak dać temu serialowi szansę, bo po mocno przeciętnym początku, mniej więcej w drugiej połowie pierwszego sezonu jest coraz lepiej, aż po emocjonujący finał.

Następne sezony  są już zupełnie inaczej skonstruowane. Opowiadają spójną historię trwającą przez prawie trzy i pół sezonu, która jest pełna momentów zarówno  smutnych, jak wesołych, choć tych drugich jest potem  jakby mniej. Ogólnie rzecz biorąc z czasem „Agenci Tarczy” sąc coraz mroczniejsi i bardziej poważni, stając się świetnym przykładem na funkcjonowanie motywu zwanego „Cerebrus Syndrome”. Oczywiście nadal pozostają oni serialem akcji o ludziach używających fantastycznej technologii (oraz w późniejszych  odcinkach także supermocy)  przeciw złowieszczych organizacji, obcych, a nawet i o wiele bardziej niezwykłych istot.

Agenci Tarczy rozgrywają się w filmowym  uniwersum Marvela, przynajmniej do pewnego momentu. Pierwszy sezon dzieje  się pomiędzy „Avengers” a „Zimowym Żołnierzem” i pojawiają się weń nawiązania do „Thor:mroczny świat”, a w jednym z odcinków Agenci spotykają  Sif. Dramatyczne zakończenie pierwszego sezonu pozwala nam zobaczyć wydarzenia, które rozgrywały się podczas akcji  „Zimowego Żołnierza” i jest to z wiadomych powodów chyba najbardziej dramatyczny moment serialu. Potem jednak nawiązań jest coraz mniej, a pod koniec sezonu drugiego, gdy mamy powrót tarczy i wyraźne odniesienia do „Avengers: czas Ultrona” i właściwie wtedy powoli serialowe uniwersum przestaje być częścią MCU, choć nigdzie tego oficjalnie nie potwierdzono.  Nie, przepraszam, czasem wspomina jest Traktat z Sokowi, choć w świecie serialu brane są pod uwagę inne jego aspekty. Gorzej, że także filmy zdają się kompletnie ignorować wydarzenia z serialu,  na przykład nie ma powszechnej paranoi związanej z pojawieniem się dysponujących nadludzkimi mocami Inhumans, co byłoby bardzo istotne  w nowym „Spidermanie”

No właśnie, inhumans. Z Nieludźmi wiąże się całkiem złożona historia. Nie znam dobrze ich komiksowego odpowiednika, ale z tego co wiem, w bardzo ogólnym zarysie zgadza się z tym co przedstawiono w oryginale. Tak więc Inhumans zostali stworzeni przez Kree (aczkolwiek o Skrullach nie zostało na razie nic wspomniane), ale ci zostali zmuszeni do porzucenia tego projektu. Nieludzie nadal powstają dzięki terigenzie, która pozwala im uzyskać nad ludzkie moce, lecz w „Agentach Tarczy” nie pojawiają się żadne nawiązania do Rodziny Królewskiej z miasta Attilan, ale ci otrzymali osobną serię zwaną… „Inhumans”, która zdaje się być osadzona w tym samym uniwersum co Agenci  Ale to tylko połowa prawdy. Ukazani w serialu inhumans to tak naprawdę… X-meni! Oczywiście, nie pojawiają się znane postaci z tamtych komiksów, ponieważ Disney nie ma praw do kręcenia filmów o nich (pojawienie się Quicksilvera i Scarlet Witch w „Avengers” i „Wojnie Bohaterów” było wyjątkiem), ale sposób ukazani a Nieludzi i społeczna reakcja na ich istnienie nie pozostawiają złudzeń, to praktycznie przemianowani  uczniowie Profesora X.

Nie ma dobrego serialu bez ciekawych postaci.  Oprócz znanego nam już Agenta Coulsona, który mimo trudnych i jeszcze trudniejszych przeżyć, nie zmienił się znacząco, co najwyżej okrzepł i stał się z konieczności liderem swego zespołu (i nie tylko). Skye jest cywilem, nie służącym w Tarczy, powołanym niejako pod przymusem i zdaje się, że miała być kimś, z kim typowy nerd miałby się utożsamiać, takim „normalsem wśród nie tak całkiem normalsów”, co biorąc pod uwagę, że jest właściwie jedynym członkiem starej ekipy, który zyskuje nadludzkie moce jest dosyć ironiczne. Jemma Simmons (Elizabeth Henstridge) i Leo Fritz (Iain De Caestecker)  są dwójką genialnych naukowców, równie zielonych jak  Skye, mimo tego, że są  formalnie agentami.  Melinda May (Ming-Na Wen) jest doświadczoną członkinią tarczy początkowo starającą trzymać się na uboczu z powodu tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w przeszłości, a Grant Ward (Brett Dalton) to wschodząca gwiazda Tarczy, lecz skrywa mroczną przeszłość… Bardzo mroczną. Z ważniejszych postaci jakie krócej lub dłużej przewinęły przez serial warto wspomnieć o parze szpiegów Lance’u Hunterze (Nick Blood) i  Bobbi Morse(Adrianne Palicki), których relacje są bardziej niż skomplikowane. Alphonso „Mac Mackenzie (Henry Simmons) jest technikiem zespołu nieufnym względem zjawisk o nie naturalnym pochodzeniu, przeszkadza mu nawiązanie bliższych relacji z Eleną „Yo-Yo” Rodriguez, (Natalia Cordova-Buckley), która jest nieczłowiekiem.

Trzeba przyznać, że „Agenci Tarczy” jako serial miało nie mniej wyboistą historię niż jego bohaterowie. Po takim sobie początku, który zapowiadał raczej marny serial o superagentach co tydzień ratujących COŚ przed zagładą, ale potem przemienili się w naprawdę porządny serial szpiegowski, oraz stali się takim trochę ekwiwalentem „X-Men” w wersji serialowej.  Teraz, Mio licznych perturbacji stacja Fox emituje nowy, piąty już sezon i trzeba przyznać, że kierunek w którym podążyła fabuła jest naprawdę interesujący, choć chyba już ostatecznie przekreślono większość powiązań z MCU, ale mimo to serial uważam za wart oglądnięcia, lecz raczej nie należy oczekiwać prawdziwie ambitnego kina, to tylko leki, nieco autoironiczny serial o superszpiegach.

Tekst autorstwa Grzegorza „Slanna” Knychały