My jesteśmy craftoludki – recenzja Craft the World.

My jesteśmy craftoludki – recenzja Craft the World.

My jesteśmy craftoludki – recenzja Craft the World.

„Minecraft”, „Don’t Starve” czy „Terraria” to najbardziej typowych przedstawicieli gier sandboxowych. Szczególnie ten pierwszy tytuł odcisnął swe piętno na środowisku graczy, jakiś czas temu nawet ukazało się nawet czasopismo poświęcono tylko „Minecraftowi”, co jest ewenementem nie tylko na polskim rynku. Nigdy nie grałem w „Minecrafta” i z różnych powodów, w najbliższej przyszłości tego nie zrobię, podobnie ma się sprawa z „Terrarią”. „Don’t Starve” znam i trochę, ale nie grałem weń wystarczająco długo, aby móc się szerzej wypowiedzeć. Jednak jest jedna sandboxows strategia, którą znam i do której powracam regularnie jest „Craft The World”.

„Craft the World” jest swego rodzaju strategią czasu rzeczywistego, czerpiącą pełnymi garściami z takich tytułów jak „Dungeon Keeper”, „Terraria” i wielu innych. Dowodzimy w niej, albo lepiej by było powiedzieć opiekujemy się, plemieniem krasnoludów, które przez bliżej nieokreślony portal trafiły do świata gry, a ich tropem podąża armia ciemności.  „Craft the World„ jest  dwuwymiarową strategią, o tyle interesującą, że akcja ukazana jest z boku niczym w starych platformówkach, a aktywność naszych podopiecznych sprawia, że po jakimś czasie plansza zaczyna przypominać tak zwaną „farmę mrówek” co oczywiście jest efektem zamierzonym.  Naszymi podopiecznymi nie sterujemy bezpośrednio (choć i tak możliwość istnieje, ale nie korzystałem z tej opcji zbyt często) ani nawet nie rozkazujemy im poprzez klikanie na  planszy uprzednio zaznaczonymi  krasnalami, możemy jedynie im wskazać, gdzie kopań tunel, które drzewo ma być ścięto, a który potwór ma być zaatakowany. Następnie jakiś krasnolud musi znaleźć wolny czas i dojść na miejsce, co nie zawsze jest takie proste, ponieważ na późniejszym etapie gry  nasze podziemne tunele są na tyle rozbudowane i skomplikowane, że mnóstwo czasu może zająć nim nasz krasnolud tam się znajdzie. O ile w ogóle to nastąpi, bowiem może on zginąć podczas upadku z dużej wysokości, zostać zjedzonym przez potwory, wpaść do lawy, życie krasnoluda zdecydowanie wesołe nie jest! Są oczywiście sposoby, aby ową drogę przyspieszyć lub skrócić, ale o tym opowiem w dalszej części recenzji.

Czym był by jednak sandbox bez craftingu. Przedmioty wytwarzamy tutaj w specjalnym menu, podczas którego gra zamiera, choć część mechanizmów, jak ten odpowiedzialny za odnowę many dalej funkcjonują.  W owym menu mamy kwadrat składający się z pól ułożonych cztery na cztery.  Układamy tam surowce, półprodukty a nieraz też i gotowe przedmioty we wzór, który pozwala nam zbudować daną rzecz.  I tu zaczyna się podstawowa różnica między dwoma systemami  craftingu. Pierwszy zwie Się Tech Tree (czyli po naszemu drzewo technologii) lub sandbox. Drzewo technologii jest trybem, przynajmniej teoretycznie, prostszym, w którym kolejne schematy są stopniowo udostępniane gdy wykonasz zadanie związane z poprzednim, polegające na wybudowaniu po prostu odpowiedniej ilości przedmiotów z danego zestawu planów, za które otrzymujesz głównie surowce lub półprodukty.  W trybie Sandboxowym otrzymujesz od razu możliwość projektowania dowolnych przedmiotów, o ile dysponujesz odpowiednimi surowcami, ale nie licząc nielicznych zwojów, jakie otrzymujesz przy kopaniu w ziemi i tym podobnych czynnościach, nie masz żadnych gotowych schematów i musisz wszystko wykonywać z pamięci.

Świat gry podzielony jest na część powierzchniową i podziemną. Na powierzchni rosną drzewa i inne rośliny, oraz żyją zwierzęta. Część podziemna jest znacznie większa i w późniejszym etapie głównie tam będą przebywać nasze krasnoludy kopiąc w poszukiwaniu surowców oraz ruin z elementami  zwojów, które pozwolą nam na zakończenie danej planszy. O ile podziemia są zawsze jednakowe, o tyle część nadziemna wygląda inaczej w zależności od tego, jaki świat wybraliśmy. I tak w zwykłym leśnym mamy najwięcej drewna, a otoczenie zdaje się być względnie przyjazne, podczas gdy w śnieżnym musimy się liczyć z groźnymi yeti, w pustynnym pozyskiwanie drewna stanowi problem, a pośród piramid czyhają straszliwe mumie.

No ale co z naszymi podopiecznymi zakrasnoludziającymi ten świat? Każdy z nich wygląda nieco inaczej (choć liczba klocków składających się na nasze pokurcze wydaje się być ograniczona), Ma swoje imię, umiejętność , a od czasu rozszerzenia „Sisters In Arms” także płeć, choć nasze mniej lub bardziej brodate ludziki nie rozmnażają się w „normalny” sposób. Każdego z nich możemy też wyekwipować między innymi w broń, a także kilof i siekierę (krasnolud zawsze ma miejsce na te przedmioty, a bez nich będzie pracował krzemiennym nożem), także zbroję czy jakiś przedmioty dodatkowe, takie jak piła czy osełka. Każdy z nich ma też punkty życia i „’najedzenia” i tu zaczyna się pewien problem. Krasnoludy nieustanie odnoszą obrażenia choćby na skutek upadku z dużej wysokości, ale też z powodu licznych potworów. Leczyć się możemy niestety  głównie w schronieniu, najlepiej w łóżkach, co jest o tyle problematyczne, że materiały do jego budowy otrzymujemy po godzinie gry, ch6ba, że zbudujemy podziemny schron, ale jest on niezbyt funkcjonalny. Podobnie ma się sprawa z głodem, który de fakto zaspokajać możemy miej więcej po półtorej godzinie, lub godzinie jeśli świat jest łatwiejszy.

Jednym z czynników sprawiających, że nie możemy sobie pozwolić na zupełnie beztroską eksplorację są potwory. O ile zwykłe szkielety, zombie czy pająki są niezbyt groźne i raczej pełnią rolę dostarczycieli surowców i punktów doświadczenia , o tyle gobliny czy żyjące w podziemiach mrówki mogą zabić osamotnionego krasnoluda. Największy problem stanowi mroczna horda, która pojawia się na powierzchni co kilkadziesiąt minut, przez portal W jej skład wchodzą zarówno zwykłe zobie i szkielety, ale też impy czy nawet  straszliwe beholdery. Najgroźniejszymi przeciwnikami są jednak (po za pewnym wyjątkiem!), są strażnicy grobowców, ogromne szkieletopodobne potwory strzegące części portalu, który musisz odbudować, aby zakończyć planszę.

Wspominałem już, że nowe krasnoludy nie pojawiają się w sposób „Naturalny”. Otóż w grze mamy licznik doświadczenia, który wypełnia Się powoli, gdy wypełniamy zadania  z drzewa rozwoju, albo po prostu budując lub zabijając potwory. Wtedy nasza populacja poszerza się o nowego krasnoluda. Warto dodać, że każdy  zabity krasnal zostaje zastąpiony nowym. Innym zyskiem  z awansu na nowy poziom jest uzupełnienie many, potrzebnej do rzucania czarów. Najważniejszym z nich jest portal, bez którego nie wyobrażam sobie gry na większych planszach, bowiem odległości stają się z czasem ogromne, a po drodze przecież czają się potwory.

„Craft the World” ta gra przyjemna, lecz nie pozbawiona wad. Przede wszystkim doskwiera inteligencja krasnali, które potrafią biegać podczas walki bez celu zamiast uciekać lub poleźć gdzieś na drugi koniec planszy po zapomniany listek czy grudkę ziemi. W dłuższej perspektywie denerwować może monotonia, zwłaszcza, gdy gramy w trybie drzewa technologicznego. Za każdym razem wykonujemy te same czynności, które często nie posuwają nas do przodu. Mimo wszystko „Craft The World” to gra dobra i ciekawa, choć pochłaniająca nieco za dużo czasu, względem tego, co oferuje. Ale jeśli zawsze chcieliśmy nadzorować osadę krasnoludów i mamy za dużo czasu, to możemy sobie zagrać.

Artykuł autorstwa Grzegorza „Slanna” Knychały”