Yuri on Ice – A pork cutlet bowl fatale that entralls Victor

Yuri on Ice – A pork cutlet bowl fatale that entralls Victor

Yuri on Ice to niewątpliwy fenomen. Anime opowiadające o łyżwiarstwie figurowym zostało bardzo ciepło przyjęte i było najczęściej komentowanym w mediach społecznościowym tworem japońskiej animacji w całym roku 2017, zyskało też wiele nagród, w tym nagrody z Tokyo Anime Award Festival. O co jednak ta cała burza?

Głównym bohaterem Yuri on Ice jest tytułowy Yuri Katsuki, młody japoński łyżwiarz figurowy. Poznajemy go podczas światowych mistrzostw, gdzie ponosi sromotną klęskę. Jednym z powodów był stres, drugim zaś śmierć Vic-chana, jego kochanego psa, który odszedł na tamten świat w okresie zawodów.

Yuri postanawia odpocząć od tańczenia na lodzie, być może na zawsze. Podczas tego okresu kończy studia w Ameryce i wraca do swojej rodzinnej miejscowości Hachetsu, gdzie jego rodzina prowadzi karczmę i gorące źródła. Odwiedza także swoich przyjaciół z dzieciństwa, którzy posiadają miejscowe lodowisko.

Podczas tych odwiedzin Yuri wykonuje choreografię Victora Nikiforova, pięciokrotnego mistrza świata w łyżwiarstwie figurowym. Nie wie jednak, że trojaczki jego przyjaciółki nagrywają go smartfonami i wysyłają nagranie do Internetu, gdzie staje się viralem. Dociera ono do samego Victora, który przybywa z Rosji do Japonii, by stać się trenerem Yuriego.

Tam w wielkim skrócie prezentuje się początek serii. W powyższym opisie brakuje trzeciego bohatera napędzającego fabułę, to jest Yuriego Plisetsky’ego. Zbieżność imion może konfundować, ale jest to postać skrajnie odmienna od japońskiego Yuriego, W czasie gdy Yuri z Japonii jest wstydliwy, niepewny siebie i nerdowaty, Yuri z Rosji to prawdziwy punk i buntownik. Dosyć powiedzieć, że jego pierwsza scena w anime to kopnięcie drzwi do ubikacji, za którymi swoje problemy opłakuje Katsuki i powiedzenie mu w kilku słowach, że „w tym sporcie nie ma miejsca na dwóch Yurich, baka!”. Yup, Plisetsky to ostry i agresywny chłopak, który wie czego chce i jak to otrzymać.

Choć Yuri to niewątpliwie anime sportowe, to jednak główny nacisk jest postawiony na psychikę bohaterów i ich wzajemne relacje, a tańczenie na ludzie jest zaledwie tłem. Podczas wykonywania przez każdego z uczestników swojego pokazu, mamy wgląd w jego aktualne myśli lub myśli i komentarze osób, które go oglądają. Poza cichym i zagubionym Yurim K. i pewnym siebie oraz silnym psychicznie Yurim P. mamy wgląd w przemyślenia Phichita, skatera z Tajlandii, który pragnie przekonać swoich rodaków, jaką fajną zabawą jest łyżwiarstwo figurowe, JJ-a z Kanady, który uważa samego siebie za „króla łyżw” (ah, te hybris) i Chrisa z Szwajcarii, który wprost ocieka seksapilem (zbliżenia na tyłek!). Liczba łyżwiarzy nie kończy się na tych ludziach, ale są to akurat te postaci, które zapadły mi najbardziej w pamięć. Każda z nich jest wyraźnie odmienna od innych, nie tylko pod względem wykonywanych pozycji w tańcu i dobranej doń muzyki, ale przede wszystkim swojej osobowości i poglądów na łyżwiarstwo figurowe. I tak np.: choć wszyscy chcą wygrać mistrzostwa, to robią to z różnych powodów. Yuri Katsuki chce to zrobić, by udowodnić sobie i innym miłość, której doświadczył w życiu, Phichit jest patriotą i pragnie złotego medalu dla swojego państwa, a taki JJ myśli tylko o sobie i chce sławy i zaszczytów, które wiążą się z zwycięstwem.

A skoro Yuri to anime skoncentrowane na psychice, to także na relacjach między ludzkich. Ze względu na związek Yuri-Victor często jest określane jako yaoi (a w zasadzie to post-yaoi). Czy to jednak prawda? Hm… jakby to wyjaśnić. Może tak: owszem, w tym anime jest dużo homoromantycznych podtekstów. Dla przykładu, Victor pyta Yuriego kim powinien dla niego być „Ojcem? Nie? Bratem? Też nie? Więc chłopakiem!”. Mężczyźni często się przytulają, a nawet wymienili się obrączkami (w kościele!). Czy to jednak znaczy, że można ich relację nazwać związkiem jednopłciowym? Mam wątpliwości. W scenie, w której Victor zastanawiał się, kim ma być dla Yuriego, sam zainteresowany stwierdził, że „nie, nie, nie, nie chłopakiem”. Co zaś do wymieniania się obrączkami w kościele, to miały one być podarunkiem dla Victora i podziękowaniem za wszystko, co zrobił dla Yuriego. Kiedy później, w tym samym odcinku Phichit – przyjaciel Katsukiego – zobaczył, że Victor i Yuri mają obrączki, to owszem, powiedział całej restauracji „mój przyjaciel wychodzi za mąż!”, ale o ile jego intencja była jeszcze ok, o tyle cała scena, która potem wynikła została potraktowana przez twórców jako wątek komediowy, z Yurim zaprzeczającym w mangowym, przejaskrawionym stylu, jakoby cokolwiek było między nim a jego trenerem.

Ah, jest także scena pocałunku, o niej także warto wspomnieć. Pod koniec jednego z występów Yuri rzucił się w stronę Victora, a ten go „pocałował”, co uchwyciły kamery. Czemu używam cudzysłowów? Cóż, było zbliżenie na usta – jeszcze niepołączone – dwójki bohaterów, potem na ich oczy, a kiedy „pocałunek” miał miejsce… został zasłonięty przez rękę Victora, jest to więc jedynie nasza interpretacja zdarzeń. Pocałunek mógł mieć miejsce albo i nie, ale jeśli miał, to został – brzydko mówiąc – ocenzurowany. Nieładnie.

Tak więc mamy tu klasyczny queer-baiting. Z jednej strony chciałoby się puścić oczko do widzów LGBT, z drugiej uważa się, że są oni „kontrowersyjni” i nie zasługują na taką prezentację ich motywów jak robimy to w przypadku wątków heteronormatywnych. To bardzo złe i niesprawiedliwe założenie – że geje są „nieodpowiedni” do puszczania na antenie, że są „wstydliwym tematem” a ich egzystencja może „budzić oburzenie”. Szczerze? Wolałbym brak jakiegokolwiek motywu jednopłciowego niż taką jego realizację.

Taka prezentacja wątku homoseksualnego jest szczególnie smutna, jeśli spojrzymy na to, co twórcy zrobili z relacją Mickey-Sala. Dla tych co nie wiedzą – to brat i siostra z Włoch z „szczególną” relacją. Taaaaa, mówię o kazirodztwie. Już w pierwszej scenie, w której się pojawiają, Mickey stwierdza, że „Sala jest lepsza niż jakakolwiek inna kobieta”, dalej jest… cóż, tylko gorzej. Mickey mówi, że ją kocha i że zawsze będzie ją bronił przed „innymi mężczyznami” (w domyśle „pragnę Cię tylko dla siebie”) potem mają małą kłótnię i rozstanie (Sala: „zacznę chodzić na randki!” w sensie, że teraz nie chodzi, bo jej brat jej wystarcza), a potem się godzą – ale tylko po emocjonalnym występie Mickeya, w którym „rozpacza po utraconej miłości”, co doprowadziło jego siostrę/kochankę/whatever do łez.

[Serio, jeden człowiek, który opisywał to anime na YT stwierdził, że „początkowo myślał, że są razem, dopiero potem dotarło do niego, że są rodzeństwem”]

Więc tak, relację „romantyczną” brat-siostra pokażemy i wyraźnie stwierdzimy, że są razem, ale całusa gejowskiego ocenzurujemy, a przez cały czas trwania anime Victor i Yuri nie powiedzą sobie „kocham Cię” ani razu… rozumiecie drodzy Czytelnicy co jest nie tak z tym anime? Bo powiem wprost, jako gej czuję się bardzo, ale to bardzo urażony. Po prawdzie to jest tak, jakby mi dano w policzek. Na jakim świecie ja żyję, jeśli relację kazirodczą przedstawia się bardziej jawnie niż związek dwóch dorosłych, niespokrewnionym z sobą mężczyzn? I co dokładnie twórcy chcieli przedstawić w relacji Sala-Mickey, jakie cele mieli? Nie czaję tego. Gdyby to był wątek „mam siostrę/brata, jesteśmy blisko, będziemy się trzymać razem bo jesteśmy rodziną” to byłbym wniebowzięty – głównie dlatego, że sam mam siostrę, ale nie dogadujemy się zbyt dobrze i szukam w sztuce substytutów naszej relacji – ale pokazanie związku kazirodczego? Nie wiem co w tym rozczulającego, a fakt, że brat i siostra nie kryli się z tym w ogóle i nie ponosili żadnych trudów, którą taki związek bez wątpienia miałby w realnym życiu… nie rozumiem, serio. W zamierzeniu Yuri on Ice miało być „realistycznym” anime, ale ten wątek jawnie temu przeczy.

Skoro o realizmie mowa – w jakim świecie homoseksualny związek dwóch sportowców, Rosjanina i Japończyka, nie wiązałby się z homofobiczną relacją otoczenia? Victor i Yuri całują się, wymieniają obrączkami, przytulają, płaczą razem, to wszystko w świetle obiektywów, a reszta świata nic? Przecież oni nawet razem zatańczyli na lodzie – coś, co nie miało jeszcze miejsca w prawdziwym świecie – i nie spotkali się z żadną homofobiczną reakcją? Jak w ogóle można cokolwiek mówić o homoseksualizmie, nie dotykając tematu uprzedzeń, z którymi osoby homoseksualne mierzą się każdego dnia? To tak jakby pisać o Afroamerykaninach nie dotykając wątków rasizmu albo o Żelaznej Damie, pomijając to, że musiała sprostać oczekiwaniom i realiom męskiego świata polityki. Innymi słowy – jest to przedstawienie niepełne i pomijające specyfikę tematu. Kolejny spory minus dla Yuri on Ice, zaraz za „kocham Cię siostro”.

[Odbiegając na bok od recenzji, myślę, że powyższe wymaga paru słów wyjaśnienia. Nie sądzę, by Żelazna Dama – albo Afroamerykanie – składali się tylko z wyzwań społecznych, którym musieli sprostać. Thatcher to przykład skutecznego polityka, a osoby czarnoskóre mają własną tożsamość wykraczającą poza doświadczenia dyskryminacji. W obydwu jednak kontekstach kwestie społeczne są na tyle istotne, iż ich pominięcie jest z pewnością przemilczeniem pewnej części prawdy i zamazaniem obrazu.]

Jest jednak i pozytyw całej sytuacji. Jak pisałem, Yuri to post-yaoi. Co miałem na myśli? W klasycznym yaoi mamy wyraźny podział na seme i uke, stronę aktywną i pasywną, męską i kobiecą. Jeden z partnerów jest większy, starszy, bardziej „macho”, a drugi mniejszy, zazwyczaj młodszy i taki nieco… sissy. Yuri on Ice wyłamuje się z tego typowo japońskiego, heteronormatywnego schematu. Victor jest starszy od Yuriego i bardziej doświadczony życiowo, ale nie można o nim powiedzieć, że „w tej relacji to on nosi spodnie, a Yuri spódniczkę”. Dla przykładu, kiedy Yuri powiedział mu, że dziękuje mu za trenowanie go i w następnym sezonie rezygnuje z łyżwiarstwa, to Victor się rozpłakał, Katsuki pozostał w miarę spokojny. Gdyby Yuri było typowym yaoi, to główny bohater by płakał, a jego trener by go pocieszał. Dlatego, choć z jednej strony ich związek – zakładając, że taki istniał, bo można naprawdę inaczej interpretować – został wyrażony pośrednio, to z drugiej jest to typowa, naturalna relacja i wyłamuje się z odgrzewanego kotleta, jakim jest najczęstsza prezentacja tematu homoseksualności w japońskiej animacji.

Zmieńmy może temat. Jak napisałem wcześniej, łyżwiarstwo to tylko tło, ale jest niezwykle dobrze zrealizowane. Nie znam się na tym sporcie więc nie jestem w stanie stwierdzić, na ile realistyczne były poszczególne stepping sequences, ale oglądało się je całkiem miło. A te podkłady muzyczne! Mamy tu klasykę, jak i utwory napisane specjalnie dla tego anime. Są kawałki żywiołowe, są nostalgiczne i melancholiczne, wszystkie przyjemne dla ucha. Tak, warstwa dźwiękowa została zrealizowana bardzo dobrze i niewątpliwie stanowi jedną z większych zalet produkcji.

Skoro o muzyce mowa, powinienem napisać parę słów o openingu i endingu. Przyznam szczerze, na początku oglądania serii zraziłem się do niej, gdyż opening… no cóż, jest w całości śpiewany po angielsku. Z czasem jednak osłuchałem się z nim i przypadł mi do gustu. Uważam jednak, że film w openingu mógłby być nieco lepszy i zamiast pokazywać różne figury łyżwiarskie, skupić się na głównych bohaterach i wydarzeniach z serii. Ending zaś jest naprawdę fajny, energiczny i elektroniczny w warstwie muzycznej oraz reprezentujący postaci główne i poboczne w ich postach z mediów społecznościowych. Chyba lubię go nawet bardziej niż sekwencję otwierającą anime.

Podsumowując, uważam Yuri on Ice za całkiem udane anime. Choć można mu zarzucić queer-baiting, autorzy być może wstydzili się relacji napędzającej fabułę, a wątek włoskich bliźniaków był nie na miejscu, to jednak jest to dobra animacja. Wyłamała się z schematów, tak typowych dla innych produkcji traktujących o związkach męsko-męskich, jest ładna graficznie i fabularnie, posiada niezłą muzykę. Jest też bardzo świeża i wciągająca. Yuri ma swoje niedociągnięcia i kontrowersje, ale jest to bardzo lekka i intrygująca animacja, od której ciężko się oderwać.

Ocena: 8/10

Tekst autorstwa Szymona „Kaworu” Bryckiego.