Z Epigonów Howarda pomysłów kilka wziętych.

Z Epigonów Howarda pomysłów kilka wziętych.

Robert .E Howard jest jednym z ojców literatury fantasy, i chyba najważniejszym twórcą jej podgatunku jakim jest sword and sorcery. Howard nie żył długo, zmarł śmiercią samobójczą w wieku 30 lat, pozostawiając po sobie całkiem spory dorobek literacki. Najbardziej znanym bohaterem wykreowanym przez tego pisarza jest Conan, barbarzyńca pochodzący z gór mroźnej Cymerii, który przemierza mroczny świat ery Hyboryjskiej walcząc z potworami i czarnoksiężnikami, w końcu zdobywającym dla siebie tron potężnej Aquiloni. Bohater ten zdobył tak wielką popularność, że do dziś powstało ponad 50 tomów powieści, których bohaterem jest ów nieustraszony wojownik.

Posthowardowskie Conany, zwłaszcza te nie napisane/opublikowane przez L.  Sprague De Campa i Lina Cartera, którzy bazowali na rękopisach Howarda, nie cieszą się zbyt dobrą opinią. Osobiście mam zgoła odmienne zdanie. Była to literatura mojego dzieciństwa, przez kilka lat przeczytałem około piętnastu tomów powieści, których głównym bohaterem był czarnowłosy Cymeryjczyk, choć raczej niechętnie wracam do nich, bowiem nie uważam, aby czas obszedł się z nimi łaskawie.

Choć nie była to literatura wysokich lotów, posiadała jednak pewne zalety, jedną z nich jest przydatność owy powieści dla gier fabularny. Mimo, że są one osadzone w realiach sword and sorcery, to wiele idei i pomysłów może być wykorzystanych w sesjach rozgrywających się typowych światach fantasy. Przedstawię poniżej kilka najciekawszych…

„To naprawdę dobry towar”

Pomysł zaczerpnięty z tomu „Conan i Szmaragdowy Lotos”. Wyobraźmy sobie, że pewien mag o umiarkowanych i ściśle wyspecjalizowanych umiejętnościach odnajduje ukryty grobowiec/laboratorium/ogród starożytnego czarnoksiężnika,, gdzie odnalazł nasiona rośliny, której sproszkowane kwiaty pozwalały na zwiększenie potencjału magicznego użytkownika, lecz co ważniejsze, bardzo silnie uzależniały. Choć sam mag mając pod dostatkiem owych kwiatów, raczej nie wzdragał się przed spożywaniem ich w dużych ilościach zwiększając swą moc niebywale, to głównym jego celem uzależnienie od swego wynalazku innych magów, którym za darmo dostarczy próbkę lub nawet kilkumiesięczny zapas towaru, aby potem uczynić ich swymi niewolnikami. Jeśli mamy do czynienie ze społeczeństwem magów, w którym panują darwinistyczne metody rywalizacji (Thay, Stygia), to raczej nie ma powodów, aby nie zaryzykowali oni zażycia potencjalnie groźnej substancji w celu osiągnięcia przewagi nad rywalami. Paradoksalnie, nawet szlachetna drużyna może zostać wynajęta przez Szass Tama czy innego „Złego Rozsądnego”, któremu eskalacja wewnętrznych konfliktów raczej nie jest na rękę. Nawet w bardziej normalnym państwie, jak warhamnerowe imperium, Cormyr, gdzie bycie magiem to zarówno przywilej, jak i obowiązek, idea zwiększenia własnej mocy pozornie tanim kosztem może być wielce kusząca. Zgodnie z książkowym oryginałem, gracze mogą być wynajęci, aby towarzyszyć jednemu ze słabszych, ale za to o wiele rozsądniejszych magów w wyprawie aby zdobyć zapas narkotyku, aby mógł go stopniowo odstawić. Przynajmniej ów rozsądny mag tak twierdzi, jaka będzie prawda to koniec końców leży w gestii mg. Jednak  można to zrobić inaczej. A co jeśli to gracze odkryją owy specyfik i zechcą na własną rękę rozkręcić przedsięwzięcie z rozprowadzaniem magicznego narkotyku? Należy jednak wiedzieć, że uprawa lotosu nie wymaga jedynie podlewania i nawożenia… właściwie to właśnie z podlewaniem i nawożeniem jest problem. Roślina ta wymaga do wzrostu wymaga krwi… Co więcej jako organizm zaskakująco mobilny jak na roślinę potrafi polować na dwoje ofiary gdy jest wygłodniały. Wprawdzie nie jest wybredny i równie dobrze może się zadowolić krwią z dostarczonej mu zwierzyny, ale przecież nie zawsze odpowiednie ofiary są dlań dostępne, lub łatwe do zdobycia. Jeśli sanktuarium, gdzie rośnie szmaragdowy lotos  znajduje się na pustyni (jak w oryginale), albo gdzieś w pomroku, to być może nasi przyszli następcy Escobara będą musieli wykazać się dużą dozą kreatywności… lub bezwzględności…

Aż nazbyt tajemnicza wyspa.

Gdzieś pośrodku tropikalnego oceanu znajduje się niewielki archipelag. Zamieszkują go dwa ludy. Prymitywni, ale względnie pokojowo nastawieni Ganakowie (nazwy pisane z pamięci), żyjący na wyspie, od której wzięli swoją nazwę, oraz Kezatie, gigantyczne, ale zaskakująco inteligentne ptaki żyjące na niewielkiej i skalistej  wysepce. Oba ludy toczą od dawnych czasów wojnę, której celem jest przetrwanie w tym niegościnnym miejscu. Co kilka lat Ganakowie przypływają na trzecią wyspę, stosunkowo niewielki atol znajdujący  pomiędzy pozostałymi dwoma, by tam przechwycić Kezatie nim te zaczną pustoszyć ich osadę. Taka sytuacja trwa od wieków i zdaje się, że panuje względna równowaga. Kezatie, władane przez królową, jeszcze większego i prawie  nieśmiertelnego ptaka, który zdaje się raczej czerpać moce z cierpienia niż powieść swoje dzieci do zwycięstwa. Po każdej większej bitwie z ganakami ranni wojownicy są zabierani przez demoniczne sępy do ich upiornego gniazda, gdzie są żywcem pożerani przez świeżo wylęgłe pisklęta.  Przybycie graczy  zaburza odwieczną równowagę, być może doprowadzając do uzyskania przewagi przez ptakopodobne monstra ze względu na włączenie się do walki królowej lub zastosowaniem odmiennej i skutecznej taktyki. Mogło to być spowodowane obecnością  któregoś z bohaterów lub przedmiotu przeznich posiadanemu (w powieści przyczyna chwilowej przewagi Kezatii nie była wyjaśniona i mogła być zwykłym zbiegiem okoliczności), co pozwoliłoby demonicznym ptakom opuścić wyspę. Bazowo byli ogromnymi śniadymi ludźmi o kulturzeć na tej charakterystycznej dla dawnych mieszkańców Andamanów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby uczynić z nich Polinezyjczyków, Ainów lub nawet zrobić z nich zaginiony odłam krasnoludów czy innych Niziołków, choć w przypadku dedeka lub path najciekawsze byłyby półgiganty ze względu na ich pokrewieństwo  z pradawną i wysoko rozwiniętą cywilizacją i psioniką, dla wielu mieszkańców zapomnianych krain czy Greyhawka. W Warhamerze z drugiej strony mogliby być  krasnoludami, którzy utracili większość swej wiedzy. Warhammer byłby o tyle interesującym wyborem, że sęp jest zwierzęcym symbolem Tzentha, pana zmian i najbardziej tajemniczego z bogów chaosu. Sama wyspa Ganak to miejsce wybitnie nieprzyjazne. O ile część wokół osady i blisko wybrzeża jest względnie bezpieczna, to  wnętrze, szczególnie w pobliżu starożytnego miasta. Wiele tutejszych zwierząt i roślin jest wypaczonych przez mroczną magię jakiej używali przodkowie Ganaków. Na przykład żyją tam ogromne pająki, nic dziwnego w typowym świecie fantasy. Jednak owe istoty żyją w pobliżu drzew, na których można znaleźć duże owoce o miąższu  podobnym do owocu granatu. Ten kto owy owoc nosi może czuć się bezpieczny przed atakiem pająków, bowiem każdy z owoców to w istocie pakiet z jajkami gotowymi do wylęgu… i być może pożywianiu się na nic nie podejrzewających śpiących opiekunach lub pożeraniu wnętrzności tych, co ośmielili się je skosztować. Innymi groźnymi potworami są gigantyczne modliszki o zaskakującej inteligencji. O ile mniejsza odmiana jest nieprzewidywalna , ale większa o kropkowanych nogach może być udomowiana i nadaje się do roli wierzchowca.

To na razie tyle . Zabrało mi to więcej, ale podzieliłem się z wami dwoma ciekawymi pomysłami zaczerpniętymi z epigonicznych dzieł o słynnym Cymeryjczyku. Mam nadzieję, że pomysły spodobają się wam i wykorzystacie je we własnych sesjach.

Tekst autorstwa Grzegorza „Slanna” Knychały.