Z zapomnianych bibliotek – Smoki zimowej nocy

Z zapomnianych bibliotek – Smoki zimowej nocy

 

Dragonlance nie jest moim ulubionym settingiem D20 i na pewno nie jest moim ulubionym cyklem powieściowym, lecz mam do niego pewną słabość. Trudno określić jej przyczynę, najpewniej chodzi tu o lekki styl, ducha prawdziwego de dekowego fantasy i pewną charakterystyczną dlań „magię”, która sprawia, że nawet to niezbyt ambitne czytadełko ma swój nieodparty urok. Drugi tom trylogi zatytułowany „Smoki zimowej nocy” ponownie zabiera nas do świata Krynn, gdzie na kontynencie Ansalonu toczy się konflikt w przyszłości nazywany wojną lancy. Ale zacznijmy od początku

 

Naszych bohaterów spotykamy tam gdzie ich zostawiliśmy… Wróć. Pierwszym co nas zaskakuje jest niemal dwumiesięczny przeskok czasowy. Bohaterów spotykamy więc w chwili, gdy zwracają krasnoludom z Thorbardinu święty młot Kharasa. Wydarzenia te  były częścią trzeciego vi czwartego modułu pierwotnej kampanii i jako takie nie znalazły się w pierwotnej trylogii. Tym razem drużyna pod przywództwem Tanisa półelfa musi odszukać miasto Tarsis, gdzie mają nadzieję na znalezienie statków, która przetransportują uciekinierów z Pax Tharkas gdzieś po za zasięg władzy smoczych władców. Oprócz starych towarzyszy, do drużyny lancy przyłączają się Laurana, dawna miłość Tanisa oraz jej gniewny brat  Gilthanas, Kapłan Paladina Elistan oraz dawna pracownica karczmy Tica. Gdy  jednak odnajdują miasto, sprawy się komplikują, pojawiają się kolejne smocze armie i drużyna zostaje rozdzielona.  Niedługo potem konflikt, który zostanie w przyszłości nazwany Wojną Lancy wchodzi w nową decydującą fazę.

 

Drugi tom „Kronik” charakteryzuje się przede wszystkim jednym, przeskokami czasowymi. O ile pierwszy, który miał miejsce pomiędzy wydarzeniami z obydwu niezbyt razi, to drugi, podczas którego między innymi zdobyto pierwszą ze smoczych kul, a Laurana przeszła przemianę charakteru tak istotną dla dalszego przebiegu fabuły. Z tego powodu powieść czyta się bardzo dziwnie, czytelnik ma wręcz odczucie, że został oszukany gdy nie mógł zapoznać się z jednymi z najbardziej emocjonujących wydarzeń w całej trylogii.  W zamian za to otrzymaliśmy całkiem długi opis gnomiego miasta znajdującego się pod Górą Nieważne, gdzie w sumie nic istotnego się nie dzieje.  Mimo wszystko, można jakoś zaakceptować, ale niesmak pozostaje.

 

O ile pierwszy tom rozgrywał się na niewielkim obszarze tak zwanej Abanasini, to teraz zwiedzimy kilka kontynentów, trafimy między innymi do Solamni będącej ojczyzną Sturma Brightblade czy wyspę Południowy Ergoth, gdzie skryły się elfy wykorzystując uprzejmość swych kuzynów Kagonestii. Odwiedzimy też wypaczoną przez dosłownie koszmarną magię Silvanesti, królestwo „Jeszcze bardziej wyniosłych elfów”, a także i inne ciekawe miejsca.  O dziwo, albo może i nie, najmniej ciekawie wypada Solamnia, która okazuje się być jedynie zwykłym średniowiecznym królestwem rządzonym przez niezbyt bystrych rycerzy, którzy starają się walczyć z potęgą smoków, a za to, Góra Nieważne wypada wyjątkowo interesująco, mimo, że w sumie wizyta tam niewiele wnosi do fabuły.

 

Starzy bohaterowie w większości zmienili się znacząco, przynajmniej niektórzy. Sturm stał się jeszcze bardziej podejrzliwy w stosunku do Raistlina, ale nadal pozostaje drużynowym kompasem moralnym. Tanis jest zmuszony lawirować pomiędzy obowiązkami przywódcy drużyny, a miłością do kobiety, a nawet dwóch. Także caramon się zakochał, co jednak niewiele zmienia w jego relacjach z mrocznym bliźniakiem. Raistlin powoli przemienia się z złośliwego, ale w gruncie rzeczy dosyć porządnego maga, w mrocznego czarnoksiężnika, który w przyszłości… No właśnie, w przyszłość nie wybiegajmy. Riverwind i Goldmoon, choć zostają nieco odsunięci w cień przez wydarzenia jakie ich otaczają, powoli zaczynają akceptować swe nowe miejsce w świecie. Nawet Taselhoff zaczyna pojmować, że życie to nie tylko ciekawy spektakl, który został stworzony dla rozrywki kenderów i zaczyna pojmować jak bardzo od jego działań i wyborów zależą losy innych. Jedynie Flint zdaje się niezmieniony, w końcu cóż może zmienić starego krasnoluda?

 

Do drużyny Tanisa dołączyło troje postaci, choć częściowo mogliśmy je poznać już w poprzednim tomie, ale wtedy nie odgrywały one tak istotnej roli, a ich dokonania zostały przyćmione przez czyny grupy starych przyjaciół. . Pierwszą z nich i chyba najważniejszą jest Laurana, ukochana Tanisa i córka jego przybranego ojca. „Młodziutka” elfka z naiwnej „Nastolatki” przemienia się w doświadczoną wojowniczkę i przywódczynię części drużyny po jej przymusowym rozdzieleniu.  Wydaje się,  że w tym tomie jej rola jest znacznie ważniejsza niż jakiegokolwiek męskiego bohatera, co jest szczególnie interesujące biorąc pod uwagę kiedy książka została wydana. Gilthanas znajduje się w cieniu siostry, ale także ma pewną rolę do odegrania, choć jego najważniejsze dokonania wydarzą się po za kadrem pomiędzy tomami 2 i 3. Elfi książę także się zmieni, gdy będzie musiał porzucić część dawnych przekonań i uprzedzeń pod wpływem  przeżyć podczas wędrówki.  Wreszcie jest Tika, która wydaje się być najmniej istotną z postaci i raczej pełni rolę przeciwwagi dla Raistlina oraz pozwoli jego bratu powoli myśleć o samodzielnym życiu.

 

W tym tomie poznamy całą gamę smoków w tym smoki metaliczne, dobre i szlachetne dzieci Paladina. Tym razem jednak to ciężar walki zostaje przeniesiony na śmiertelników także po stronie sił zła i za wyjątkiem przebiegłego Cyana Blodbane’a są one raczej sługami smoczych władców. Jeśli o nich mowa, tutaj także dochodzi do zauważalnej feminizacji gdy okazuje się, że jednym z najpotężniejszych a na pewno najprzebieglejszym jest kobieta zwąca się mroczną panią, której prawdziwa tożsamość szybko zostaje odkryta. Widzimy też, że to nie tylko siły ciemności dopuszczają się zła. Wcale nie lepsze są elfy w praktyce niewolące swych leśnych kuzynów czy Solamnijczycy, którzy miast honorem i sprawiedliwością wolą się kierować surową literą kodeksu i formalnościami, co na końcu doprowadzi do tragedii.

 

„Smoki Zimowej Nocy” to powieść w teorii trochę ambitniejsza niż pierwszy tom, w praktyce rezultat jest moim zdaniem niepełny. Za dużo tu przeskoków czasowych, które czynią wiele wątków niejasnymi lub po prostu zmarnowanymi, co jest szczególnie widoczne w przypadku postaci Laurany i jej wydoroślenia.  Z drugiej strony, widać wyraźny postęp w opisie psychiki postaci.  Nie jest to więc wielka literatura, ale nadal całkiem znośne czytadło.